Czy Jahwe kazał gwałcić kobiety?


5 kwietnia 2015

Miasto zostanie zdobyte,
a domy splądrowane,
kobiety zaś zostaną zgwałcone.


Antybiblijni hejterzy bardzo często wyciągają jako argument twierdzenie, jakoby Jehowa nakazał gwałcić kobiety w Starym Testamencie. Jakkolwiek absurdalne jest to twierdzenie, to niestety ulegają jego wątpliwemu urokowi nawet osoby wierzące, rzekomo służące Bogu Biblii. W rezultacie powstaje sytuacja w której owo deklaratywne służenie Bogu biblijnemu nie przeszkadza takim osobom atakować Boga w którego wierzą. Najczęściej czynią to za pomocą fałszywych oskarżeń zasłyszanych gdzieś na boku. Dziwna to wiara, paradoksalna, jednakże, o ironio, istniejąca. Tacy ludzie często nawet nie chcą zadać sobie trudu aby zbadać dokładnie jakie są w rzeczywistości fakty dotyczące (werbalizowanej przez te osoby z wielkim oburzeniem) sprawy. Nic na to poradzić oczywiście nie można, bo każdy sam za siebie odpowiada. Można jednak co nieco na ten temat napisać.

Na wstępie trzeba przypomnieć, że Bóg, jest... Bogiem - a Bogu wszystko wolno. Może więc decydować o czym tylko chce i jak chce. Nikt nie może mu powiedzieć, że jego decyzja jest zła, bowiem to on decyduje o tym co jest dobre, a co złe. Mając owo prawidło zawsze przed oczami, nie będzie się pochopnie oskarżało Pana Boga o cokolwiek...

Hejterzy Biblii najczęściej powołują się na fragment z księgi Powtórzonego Prawa 21:10-14, który stanowi:

Jeśli wyruszysz do bitwy przeciw swym nieprzyjaciołom i Jehowa, twój Bóg, wyda ich w twoją rękę, i uprowadzisz ich do niewoli, a wśród jeńców zobaczysz kobietę pięknej postaci i przylgniesz do niej, i weźmiesz ją sobie za żonę, to przyprowadzisz ją do swego domu. Ona zaś ogoli sobie głowę i zadba o swe paznokcie, i zdejmie z siebie płaszcz swej niewoli, i zamieszka w twoim domu, i będzie opłakiwać swego ojca i swą matkę przez cały miesiąc księżycowy; potem zaś masz z nią współżyć i weź ją w posiadanie jako swą oblubienicę, i zostanie twoją żoną. A gdyby ci się nie spodobała, to ją odprawisz, zgodnie z upodobaniem jej duszy; lecz nie wolno ci jej sprzedać za pieniądze. Nie wolno ci obejść się z nią okrutnie, gdy już ją upokorzyłeś.

Ma on być ponoć dowodem w sprawie pozwolenia czy wręcz nakazu gwałcenia kobiet. Jednakże, nie trzeba być nie wiadomo jakiej klasy specjalistą od czytania tekstu, aby zauważyć, że tam nie ma nic o gwałcie per se! Zatem nie może być o nim mowy. Takiemu odczytaniu tekstu przeczą także inne fragmenty Pisma, ale o tym później.

Przede wszystkim rozbierzmy przedmiotowy fragment na czynniki pierwsze, tłumacząc go z polskiego na polski, dla tych, którzy go nadal nie rozumieją. Wpierw trzeba zaznaczyć, że język hebrajski, zwłaszcza ten najbardziej starożytny, często używa wyrażeń, które mogą wydawać się niezrozumiałe lub dwuznaczne, jednak dalsza kolejność wypowiedzi, uszczegóławia następstwo czasowe pewnych wydarzeń. Księgi Mojżeszowe są napisane z punktu widzenia pisarza, który wiedział co miał na myśli i używał częstokroć skrótów myślowych. Jeśli ktoś umie czytać po polsku, to jest w stanie zrozumieć odpowiednio wszystko co napisano, gdyż tekst sam się wyjaśnia i nie potrzeba kurczowo trzymać się swego pierwotnego, najczęściej zdegustowanego wrażenia zaszczepionego przez osobę trzecią.

1. Mamy tu do czynienia z pewnym szeregiem partykularnych norm, który zaczyna się od reguł prowadzenia wojen przez Izrael, następnie jest sprawa morderstw dokonanych przez nieznanego sprawcę, dalej dziedziczenie przez pierworodnych z niemiłowanych żon, a na koniec uregulowano sprawę postępowania z niegodziwymi synami. Ta kolejność po części nie jest przypadkowa.

2. Przedmiotowy fragment odnosi się do przedpoprzedniego fragmentu opisującego sposób prowadzenia wojny będąc jego naturalną kontynuacją - jednak ustępuje miejsca o wiele ważniejszej sprawie jak znalezienie martwego ciała w polu.

3. W sytuacji gdy Izrael wyruszał do bitwy ze swoimi wrogami (ale nie z plemionami zamieszkującymi Ziemię Obiecaną, gdyż te etnosy miały zostać całkowicie eksterminowane z powierzchni ziemi) wówczas, wg praw zawartych w rozdziale 20-stym, wojsko wiernych, mogło wybić męską populację obleganego miasta, które nie chciało zawrzeć pokoju, natomiast kobiety i dzieci szły w niewolę. Wybicie mężczyzn było spowodowane oczywiście tym, że to oni byli przyczyną oblężenia, nie chcąc poddać miasta ani zawrzeć pokoju - oraz potencjalnym zarzewiem buntu. Zatem zabicie każdego mężczyzny miało sens taktyczny, bowiem eliminowało każdego kto już stworzył lub stwarzał potencjalne zagrożenie dla pokoju.

4. Zapewne nie tylko Izraelici mieli takie zwyczaje wojenne, co powodowało, że kobiety, które poszły w niewolę, musiały sobie radzić na własną rękę i układać życie na nowo wśród ludu, który podbił ich rodzinne tereny. Aby to uczynić, logicznym krokiem było znalezienie sobie męża, który zapewni ochronę, byt i normalne życie - w tym zapewni opiekę dzieciom, które nie podlegały masowej dekapitacji wg Prawa. Alternatywą, było trafienie do niewoli i niepewny los jako siły roboczej bądź rotacji w ramach handlu niewolnikami. Logiczne zatem, że pierwsza alternatywa była lepsza - niezależnie od tego czy byli to poganie czy Izraelici, bowiem podbijane miasto nie miało wyboru, kto je podbija.

5. Z tego powodu część kobiet, wiedząc że miasto pada, mogła stroić się w najlepszą odzież i ozdoby, aby wpaść w oko jakiemuś obrotnemu wojowi. To praktyczne podejście pozwala zrozumieć pozornie nielogiczne zachowanie Jezebel, która po śmierci syna stroi się, ozdabia i maluje, aby przypodobać się jego zabójcy, Jehu, nowemu władcy Izraela i być może zachować pozycję królowej zostawszy jego żoną - co niewątpliwie wzmocniłoby pozycję polityczną Jehu. Jak wiadomo, Jezabel przekombinowała, a Jehu poradził sobie bez niej...

6. Niezależnie od tego, czy kobieta się stroiła, czy nie, trafiając do niewoli, nie miała na to wpływu. Fragment biblijny mówi ogólnie o tym, że takie branki, mogły spodobać się poszczególnym Izraelitom, co jest zupełnie normalne i spodziewane. Ludzie poznają się w różnych okolicznościach, nie tylko na filmowych plażach i wiejskich dyskotekach. W sytuacji zabierania jeńców, jeśli jakiś woj izraelski wypatrzył sobie którąś niewolnicę, mógł ją wziąć sobie za żonę. Nie ma tam w ogóle mowy o gwałcie. Jest co prawda użyte słowo przylgnął, jednak w wielu miejscach biblijnych odnosi się ono do szczególnego upodobania sobie czegoś, jak np. w Drugiej Księdze Królów 3:3, gdzie mowa o Jehoramie synu Achaba, który przylgnął do grzechów Jeroboama I; prorok Jeremiasz w swojej księdze pisze o przylgnięciu do Jehowy, natomiast Księga Powtórzonego Prawa 13:17 wzmiankuje o przylgnięciu czegoś przeklętego do ręki - w znaczeniu czegoś co człowiek pragnie i co mu sie spodobało.

7. Oczywiście słowo to kilka razy występuje także w bezpośrednim kontekście seksualnym i jeśli ktoś by się upierał przy takim rozumieniu tego słowa w wersecie 11, to trzeba podkreślić, że ma ono nierozerwalny związek z wzięciem za żonę: "przylgniesz do niej i weźmiesz ją sobie za żonę" - czyli nie ma tutaj żadnego gwałtu, a jest poślubienie tej kobiety.

8. Dalszy ciąg jest opisem w jaki sposób należy ją pojąć za żonę. Pozorne następstwo czasowe jest tak naprawdę rozwinięciem pierwszej części zdania, bowiem z dalszego opisu w drugiej części wersetu 13go wiadomo, że wzięcie za żonę i współżycie może nastąpić dopiero po miesięcznym okresie żałobnym. Innymi słowy następuje przejście od ogółu do szczegółu - od stwierdzenia ogólnej chęci i możliwości pojmania za żonę (a nie gwałtu) branek, po opisanie szczegółowe całej, dosyć skomplikowanej procedury warunkującej owe pojęcie za żonę.

9. Branka, która była przeznaczona na żonę, miała dosyć uprzywilejowaną pozycję. Nie była sprzedawana w niewolę. Miała prawo do miesięcznej żałoby po swoich bliskich, niezależnie od tego, czy zginęli na wojnie czy nie - bowiem wyliczona matka nie musiała wcale być zabita, albo też rodzice mogli już dawno nie żyć. Do tego, miała spore szanse na uzyskanie pełnej wolności w wypadku, gdyby Izraelicie się odwidziało.

10. Wg praw Deuteronomium, dopiero gdy minie miesięczny okres żałobny, branka może zostać wzięta za żonę (a nie gwałcona, jak to jest w umysłach niektórych). Ten okres nie tylko pozwala zaadaptować się kobiecie do nowej sytuacji i otoczeniu, ale także daje szansę poznać swego przyszłego oblubieńca - i vice versa. Był to też zapewne czas na dokonanie konwersji religijnej, wykazanie swego oddania nowemu Bogu wiążące się z zaniechaniem dotychczasowych pogańskich praktyk - bowiem pogaństwo nie było w prawowiernym Izraelu mile widziane i taka branka trwawszy przy starych bogach miała małe szanse na szczęśliwy finał swego pobytu w Izraelu. Trudno powiedzieć czy trzydziestodniowy okres żałoby był standardem, bowiem w Biblii spotykamy krótsze okresy - ale niewątpliwie był jakimś uprzywilejowaniem w tej społeczności, gdyż po śmierci Aarona i Mojżesza, cały Izrael obchodził żałobę trzydziestodniową. Zatem rozpacz kobiety po stracie ojczyzny była poczytywana na równi z utratą najwybitniejszych liderów Izraela.

11. Izraelita wbrew pozorom z matrymonialnego punktu widzenia jest postawiony w gorszej sytuacji niż kobieta wzięta w izraelski jasyr. Otóż przeciętny woj będąc na wojnie, zapewne nie łapał na drodze pierwszej lepszej niewolnicy po to, aby za kilka miesięcy została jego żoną. Aby tak było, taka kobieta musiała czymś się wyróżniać. Jak nietrudno się domyśleć, w wojennej zawierusze, lub w tłumie setek czy tysięcy jeńców, taki kawaler do wzięcia nie wybierał kobiety ze względu na jej bogatą wiedzę, głęboką religijność, pracowitość, a już na pewno nie bogactwo, które i tak stałoby się łupem wojennym. Zatem najczęstszym powodem mogła być uroda, która zwróciła uwagę izraelskiego bojownika.

12. I tutaj był zonk, bowiem Jahwe, nakazywał likwidację całej urody na trzydzieści dni! Głowa musiała być ogolona, paznokcie obcięte, a znając zwyczaje bliskowschodnie żałoba zawierała w sobie post, obsypywanie się piachem, głośne lamenty, płacz, wręcz wycie, a także różnego rodzaju zabiegi nadające twarzy wyraz smutku. Na szczęście w Izraelu zakazane było cięcie się - powszechnie uprawiane wśród okolicznych ludów jako wyraz żałoby. Do tego dochodziło przywdziewanie szat żałobnych, które do najpiękniejszych nie należały napominając bardziej łachy pokutne. Zwyczajem bywało także, że osoba w żałobie nie myła się przez cały okres jej trwania.

13. Nie trudno się domyśleć, jak owa Miss Niewoli wybrana przez przyszłego nupturienta po miesiącu takich zabiegów wyglądała: łysa, wychudzona, brudna, nie pachnąca zbyt zachęcająco.

14. I dopiero po tym miesiącu rozpaczy, gdy rozochocony narzeczony napatrzył się na to chodzące nieszczęście, musiał zadecydować: żenić się, czy się nie żenić. Jeżeli mu się odwidziało, miał ją odesłać jako wolną. Jeżeli nadal rzeczywiście ją chciał (w domyśle kochał) taką jaką była - a więc nie z bujną fryzurą, ubraną w najlepsze tkaniny, wymalowaną i wyperfumowaną, lecz niemalże łysą, brudną, wychudzoną i źle woniejącą - wówczas mógł ją pojąć za żonę. Jej status stawał się taki sam jak innych rodowitych Izraelitek. Przysługiwały jej wszelkie prawa żon. Co ciekawe, ten fragment nawet nie wspomina o możliwości uczynienia z takiej kobiety nałożnicy - co byłoby zupełnie oczywiste i naturalne w takiej sytuacji. Cały fragment mówi tylko i wyłącznie o statusie żony. Trzeba to zatem postrzegać jako kolejne obostrzenie warunków pojmowania branek.

15. I tu, po całych tych zabiegach odstraszających, mamy najbardziej źle pojmowany fragment - który jednak nawet w nienajlepszym pojmowaniu nie jest taki straszny jak go niektórzy malują. Werset czternasty, mówi o tym, że gdy kobieta się nie spodoba, to należy ją odesłać. Mogłoby się wydawać, że mamy tu do czynienia z kolejnym następstwem czasów. Niestety, tak nie jest, ale nawet gdyby było - to wszak w najbardziej liberalnych szkołach rabinistycznych, każdy Izraelita mógł żonę-Izraelitkę odesłać kiedy chciał i nie musiała ona być wcale branką wojenną. Zatem robienie tu z branek jakichś wyjątkowych ofiar, nie jest na miejscu, bowiem to samo tyczyło się wszystkich Izraelitek w liberalnej wykładni talmudycznej, której Jezus nie podzielał. Poza tym, w takiej interpretacji, owa branka jest stawiana w równej sytuacji z nałożnicą i niewolnicą izraelską, która w przypadku zaniedbywania przez męża mogła sobie swobodnie odejść.

Werset trzynasty i czternasty należy czytać razem, jako współpodające jedną ekskluzję:

Po okresie żałobnym:

- albo bierzesz ją za żonę,

- albo ją odsyłasz zgodnie z własnym życzeniem.

W przeciwnym razie mielibyśmy tutaj przymus poślubienia ubrzydzonej (urealnionej!) kobiety, a następnie odesłanie jej, co jest samo w sobie niezbyt sensowne. Niestety interpunkcja w tłumaczeniach sprzyja niezrozumieniu tej części fragmentu.

16. Czas jaki został dany kobiecie na opłakiwanie rodziców, jest jednocześnie czasem dla przyszłego męża do zastanowienia się, czy rzeczywiście chce on tę kobietę poślubić. W warunkach bojowych mogła mu się spodobać, zwłaszcza, że była wzięta w niewolę z warunków prawie domowych, a chypki żonkoś, mógł być długie miesiące odseparowany od swoich dotychczasowych żon, co niewątpliwie sprzyjało temu, że taka branka mogła mu się spodobać. Niestety, ale zgodnie z prawem, najpierw musiał ją obserwować przez cały miesiąc w najgorszym stanie jaki mogła zaprezentować - a po upływie tego okresu, nawet jak o siebie zadbała, nie była tak urodziwa jak na początku. Post i zgolenie włosów nadal pozostawiało po sobie ślad po upływie okresu żałobnego. Jeżeli Izraelicie naprawdę szczerze na tej kobiecie zależało - wówczas ją poślubiał, nie bacząc na to co widział przez cały miesiąc i po. Jeśli to było chwilowe zauroczenie - to z pewnością poślubić jej nie chciał, a wówczas odsyłał ją wolną, tam gdzie chciała. Izraelita w tym wypadku miał kolejne ograniczenie, bowiem nie mógł jej sprzedać za pieniądze.

17. Trzeba tu jeszcze nadmienić, że czas oczekiwania był dłuższy (i to nawet znaczenie) niż jeden miesiąc, bowiem najpierw musiała się skończyć kampania wojenna, jeńcy musieli być wraz z łupami rozdzieleni i jeszcze musiał nastąpić powrót do domu, gdzie owej brance przysługiwał miesiąc rozpaczy. Wszystko to trwało miesiącami. Był więc to wystarczająco długi okres na przyzwyczajenie się do przyszłej sytuacji, zastanowienie się, oraz wzajemne poznanie. Gdy więc taki Izraelita zechciał w końcu wziąć za żonę ową kobietę, musiało mu naprawdę na niej zależeć, zważywszy, że nie żenił się już na długowłosej i zadbanej miss branek, jaką była uprzednio.

18. No i wreszcie przechodzimy do ostatniej najgorszej części. Czemu najgorszej? Bowiem niektórzy tłumacze biblijni robią tu biblijne harakiry, tłumacząc ostatnią frazę tak, że rzeczywiście mówi ona o gwałcie (!), co jest przecież - jak wykazane zostało powyżej - sprzeczne z całą resztą tego fragmentu.

Biblia Poznańska: "wziąłeś ją przemocą"
Tysiąclatka V: "ponieważ obcowałeś z nią wbrew jej woli"

Romaniuk: "ponieważ była twoją żoną"

Przekład Romaniuka, sugeruje, ze oddalenie następuje po zawarciu małżeństwa - i choć jest to zgodne z innymi przepisami dotyczącymi niewolnic branymi za żony, to jednak nie ma żadnego sensu, wobec rzeczywistej zawartości tekstu - dokładnie tak samo, jak przekład sugerujący gwałcenie tej kobiety. Tak na marginesie mówiąc, przykład ten pokazuje, że tłumaczenia "oddające sens" są iście bez sensu, bowiem tak tłumaczą jak tłumaczowi się wydaje. Przekład dosłowny rozwiewa wszelkie wątpliwości:

Interlinia Vocatio: "dlatego, że poniżyłeś ją".
LXX Popowski: "ponieważ ją zhańbiłeś".
Brytyjka: "gdyż ją poniżyłeś".
Gdańska: "ponieważeś ją zelżył".
PNŚ: "gdyż już ją upokorzyłeś".

Przekłady angielskie NETS i KJV oraz Biblia Słowiańska podają podobnie w znaczeniu upokorzyć, ukorzyć, zhańbić.

19. Jak widać z powyższego wybiórczego porównania, ostatnie przekłady są zgodne nie tylko z oryginałem hebrajskim ale także z jego adaptacją grecką. Nie ma tu nic o gwałcie. Nie ma tu nawet takiej możliwości, bowiem jak powiedzieliśmy wyżej - i jak wprost mówi tekst - taka branka była brana za żonę (najwyraźniej nawet nie nałożnicę) a ewentualne odprawienie jej następowało po miesięcznym okresie żałobnym będąc alternatywą jaką dysponował Izraelita. Pojmując za żonę kobietę po przepisowej żałobie, brał ją w takim stanie, w jakim się znajdowała po odbyciu zwyczajów żałobnych. Nic nie daje powodu do sądzenia, ze wolno mu było czekać całymi miesiącami, aż włosy odrosną, uroda wróci, a oczy będą błyszczeć. Musiał decydować właśnie w tym okresie, gdy kobieta zakończyła swój miesięczny żal. Samo słowo poniżyć, zhańbić, zelżyć, upokorzyć - wcale nie oznacza gwałtu, tym bardziej, że mowa jest wprost o małżeństwie. W tym kontekście miałby jeszcze sens przekład Romaniuka, bowiem odprawienie w znaczeniu rozwiedzenie kobiety okrywało ją hańbą - świadczyło o tym, ze źle się prowadziła, lecz mąż nie miał dowodów (dwóch świadków) na to, aby ją postawić przed sądem.

A na czym, w przedstawionym przeze mnie rozumieniu, owo upokorzenie miałoby polegać? Bardzo proszę, Pismo Pismem, 1 Koryntian 11:5, 6:

[Kobieta] hańbi swą głowę, bo to jest jedno i to samo, jak gdyby miała głowę ogoloną. Jeśli bowiem kobieta nie wkłada nakrycia, to niech się też da zupełnie ostrzyc; ale skoro hańbiące jest dla kobiety być zupełnie ostrzyżoną lub ogoloną, to niech ma nakrycie.

20. Hańbiące dla niej były owe zwyczaje pokutne, które musiała odbyć - zwłaszcza ogolenie głowy, ponieważ brak długich włosów w świecie biblijnym był hańbą. W oczach biblijnych postaci, każda współczesna chrześcijanka w kościele czy zborze, która nie ma włosów do pasa, była by postrzegana jako okryta hańbą - co oczywiście nie jest pustym słowem bez znaczenia i konsekwencyj. Ergo, gdy owa kobieta z innej kultury, musiała przejść taki obyczaj inicjacyjny, wiążący się z ubrzydzeniem własnej aparycji, porzuceniem rodzimych bogów i dokonaniu (z jej punktu widzenia) cudzoziemskich obrzędów, taka kobieta była w oczach swoich rodaków poniżona, upokorzona i zhańbiona. Trzeba tu tez wspomnieć, ze na przestrzeni dziejów kobieta z krótkimi włosami była postrzegana jako bardzo zła osoba - także w sensie biblijnym - bowiem ostrzyżenie czy ogolenie głowy w wielu kulturach bywało karą za różne przestępstwa - od pospolitego złodziejstwa po cudzołóstwo. Podobnie mogło być wśród okolicznych narodów w owych czasach. Dodatkowo, narzeczona odtrącona przez potencjalnego męża, była okryta hańbą przez sam fakt, że stała się niechciana i do ślubu niedoszło, bowiem sugerowało to jakiś defekt. Dlatego właśnie jest mowa o upokorzeniu.

21. Innymi słowy, ustawodawca biblijny mówi tak: "skoro już ją zmusiłeś to tych obrzędów, oraz przewidziałeś ją jako żonę dla siebie (czyli de facto złożyłeś jej obietnicę matrymonialną - współcześnie: zaręczyłeś się) a jednak ci się odwidziało i nie chcesz już brać jej za żonę (podkreślmy: wziąć za żonę, a nie zgwałcić!) to już nie sprzedasz jej jak niewolnicy, właśnie z tego powodu, że ci się odwidziało i że dokonała owych obrzędów, które uczyniły ją w oczach współziomków (i nie tylko) zhańbioną".

Tak na marginesie, już samo to, że kobieta dostała się do niewoli i miała być żoną wroga hańbiło ją. Bardziej współcześnie wystarczy wspomnieć niedawne przypadki z czasów II wojny światowej, gdy kobiety zadające się z okupantem były postrzegane jako zdrajczynie. Niektóre były rozstrzeliwane, a reszta żyła potem jak wyrzutki społeczne. W ZSRR taka przygoda miłosna po wojnie skutkowała w najlepszym wypadku wylądowaniem gdzieś na Kołymie - w najgorszym kończyła się śmiercią.

Powstaje zatem pytanie: skoro ten fragment nie mówi o gwałtach na kobietach podczas wojny, to czy jednak nie ma w Biblii innych fragmentów które o tym mówią - nakazują lub dozwalają?

Nie ma. Dlaczego? Ponieważ Izraelita idący na wojnę miał zakaz jakichkolwiek kontaktów seksualnych. To wykluczało zarówno tabun dziwek podróżujący w celach zarobkowych na tyłach armii, jak i gwałty na tubylczyniach w trakcie kampanii wojennej.

Skąd o tym wiadomo?

Zaczniemy nietypowo od dziejów Dawida, 1 Samuela 21:4, 5:

Lecz kapłan odpowiedział Dawidowi, mówiąc: "Nie mam pod ręką zwykłego chleba, tylko chleb święty - pod warunkiem, że ci młodzieńcy przynajmniej trzymali się z dala od kobiet" A Dawid odpowiedział kapłanowi i rzekł do niego: "Przecież kobiety były od nas z dala, tak jak poprzednio, gdy wyruszałem, i ciała młodzieńców pozostają święte, chociaż sama misja jest zwykła. A o ileż bardziej dzisiaj, gdy człowiek staje się święty na ciele?

Jak widzimy z powyższego fragmentu, w trakcie misji (całkowicie lub na poły wojskowej - bo takimi trudnił się Dawid będąc na służbie u króla Saula) ludzie Dawida nie mieli sposobności na to i owo. Można pomyśleć, że być może był to przypadek, gdyż tekst nie mówi tutaj wyraźnie o jakichś zakazach czy celowym powstrzymywaniu się od kontaktów z kobietami. Warto jednak zauważyć, że Dawid powołuje się na poprzednie misje, kiedy to tak samo trzymali się z dala od kobiet. Jakkolwiek cała sytuacja na pozór może wydawać się niezrozumiała, nasuwając przypuszczenia, że a nuż misja trwała długo więc mężczyźni dawno nie mieli sposobności, to jednak zawsze mogli korzystać z usług nierządnic, niewolnic albo - jak chcą hejterzy - gwałcić po drodze co popadło. Jednak ten opis misyj wojskowych Dawida całkowicie wyklucza taką możliwość. Pewną pomocą w zrozumieniu tego tekstu jest inny przypadek już z czasów królowania Dawida - chodzi mianowicie o dziwny przypadek Uriasza Hetyty. Oba kazusy dzieli w przybliżeniu być może jakieś ćwierć wieku, a więc nie jest to żadna epokowa zmiana obyczajów jak na owe czasy.

W 2 Samuela 11:11 Uriasz zachowuje się całkowicie niezrozumiale i nielogicznie, by nie rzec bezsensownie. Po tym jak Dawid wezwał go spod dzisiejszego Ammanu do Jerozolimy w której zwykł był mieszkać mając dom i żonę (z czego każdy normalny żołnierz by się przecież cieszył, korzystając ile się da z okazji jaka się nadarzyła aby spotkać się z żoną po miesiącach rozłąki i ciężkich walk na obczyźnie) Uriasz śpi na ulicy (!) u dworu (!), niezachodziwszy do domu i - na co miał nadzieję Dawid - kategorycznie nie chcąc współżyć ze swoją żoną. Nawet zaklina się na życie Dawida, że tego nie uczyni. Ktoś by pomyślał - szaleniec. Jednakże jego zachowanie jest całkowicie racjonalne i zrozumiałe gdy się weźmie pod uwagę przepisy Prawa Mojżeszowego - czego najwyraźniej w swej przebiegłej kalkulacji nie wziął pod uwagę król Dawid.

Trzeba zatem sięgnąć głębiej, do przepisów Tory - a więc tego samego zbioru przepisów, z którego pochodzi problemowy fragment omówiony na początku - a co da nam spójny wgląd w to, jak funkcjonowało Prawo Mojżeszowe, zwłaszcza w kwestii spraw wojennych.

Otóż przyjazd Uriasza do Jerozolimy raczej nie był urlopem w celach wypoczynku i zbijania bąków pod jerozolimskimi palmami. Był to tymczasowy służbowy transfer z frontu do stolicy na specjalne życzenie króla, który (oficjalnie) chciał zasięgnąć informacyj o tym, jak przebiega wojna z Ammonem. Misja Uriasza najprawdopodobniej mogła wchodzić w zakres jego obowiązków, gdyż nic nie wskazuje na to, aby prośba przysłania Uriasza była jakimś novum w jego przypadku. Tak czy inaczej, widać z tego, że Uriasz nadal pozostawał w służbie czynnej - służąc w czymś co dziś byśmy nazwali łącznością - tyle, że ze zmienną lokalizacją. Tak jak ludzie Dawida w Nob, Uriasz był wciąż czynnym żołnierzem, któremu jedynie zmieniono zakres służby wysyłając go z materiałem wywiadowczym do stolicy. Z tekstu wynika, że misja Uriasza prawdopodobnie miała trwać około jednego dnia, ale ponieważ Uriasz nie spełnił oczekiwań Dawida, przeciągnęła się jeszcze o jeden dzień, po czym trafił z powrotem na front. Zapewne z tego powodu, że misja trwała bardzo krótko, poczytywał siebie za żołnierza będącego nadal w stanie zmobilizowanym, podlegającego prawu wojennemu.

Z tego co wiemy z Kapłańskiej 15:16 i 18, każdy wypływ nasienia - obojętnie czy w wyniku kontaktu seksualnego czy nie - powodował nieczystość. Miało to swoje skutki także w czasie wyprawy wojennej. Księga Powtórzonego Prawa 23:9-11 stanowi:

"Jeśli wyruszysz do obozu przeciwko swoim nieprzyjaciołom, będziesz się wystrzegał wszelkiego zła. Jeśli będzie u ciebie mężczyzna, który nie pozostaje czysty z powodu zmazy nocnej, to ma wyjść poza obóz. Nie może wejść do obozu. A gdy zapadnie wieczór, ma się obmyć wodą i po zachodzie słońca może wejść do obozu".

Jest to ewidentna implementacja do prawa wojennego przepisów z Leviticum. Ktoś jednak może uparcie twierdzić, że chodzi tu tylko o polucje - tak, bo inny powód nieczystości nie wchodził w rachubę, stąd nie było potrzeby odrębnej regulacji. Ejakulacja powodowała nieczystość rytualną, a więc wykluczała danego osobnika z jakichkolwiek działań wojennych, bowiem każda wojna Kahału, była wojną świętą, na czele której szedł Jahwe osobiście, co zapisano nawet jako uzasadnienie kilka linijek dalej: Bo Jehowa, twój Bóg, przechadza się po twoim obozie, by cię wyzwolić i wydać ci twoich nieprzyjaciół; i twój obóz ma być święty, żeby nie widział on u ciebie nic nieprzyzwoitego i się nie odwrócił, i nie przestał ci towarzyszyć.

W obliczu takich uregulowań, zachowanie Uriasza oraz ludzi Dawida w Nob, którzy znajdowali się w stanie czynnej służby wojskowej, jest całkowicie zrozumiałe! Jak się szło na wojnę to obowiązywała prohibicja seksualna, a to oznaczało zero dziwek i gwałtów. Nawet jeśli Izraelici bardzo by chcieli dopuszczać się takich czynności, to po prostu nie mogli z czysto proceduralnych przyczyn. W dodatku istnienie nierządnic było zakazane przez Prawo (patrz: Deuteronomium 23:17, Leviticus 19:29, 21:9). Złamanie wojennej abstynencji seksualnej skutkowało brakiem błogosławieństwa i klęskę - to jest śmierć większości, jeśli nie całej armii, w walce, nawet, jeśli to było z powodu własnych żon, a co dopiero mówić o gwałtach.

Zatem jak widzimy, nie ma w Biblii żadnej mowy o gwałcie w warunkach bojowych ani po wojnie. Jest to na pewno smutna wiadomość zarówno dla entuzjastów, którzy chcieliby sobie pogwałcić biblijnie, jak i dla hejterów, którzy chcieliby w Biblii znaleźć jakiś nakaz czy pozwolenie dokonywania gwałtów, aby mieć powód do szkalowania tej księgi.

Wspomniałem na początku o specyficznym usytuowaniu przepisu z Księgi Powtórzonego Prawa dotyczącego poślubianych branek. Mianowicie po tym fragmencie mamy przepisy dotyczące praw pierworodnych z nielubianych żon oraz sprawę kamienowania zdemoralizowanych wyrostków. Nie chcę tutaj szczegółowo omawiać tych części Prawa Mojżeszowego, bowiem to kolejny rozwlekły temat, jednak ich usytuowanie w tej części Pism, jest bardzo intrygujące.

Otóż, po tym, jak Izraelita poszedł sobie na wojnę, wytłukł miasto, a następnie wziąwszy niewolników do domu wyżenił się na tych brankach na których chciał, spodziewanym rezultatem były dzieci. Na wojnę w pierwszej kolejności - jak i dzisiaj - byli brani ludzie młodzi, którzy mogli pozostawać nieżonaci, a już na pewno nie świeżo żonaci, gdyż tacy byli na rok zdyskwalifikowani jako potencjalni żołnierze. Tak czy inaczej zachodziło spore prawdopodobieństwo, że branka będzie jego pierwszą żoną - a przynajmniej jedną z pierwszych, lub jedną z nielicznych. Zresztą i tak mało kogo było stać na więcej niż jedną-dwie żony, a i nadwyżka kobiet nad mężczyznami rzadko występowała w tej grupie wiekowej, wobec czego potencjalnych poligamistów było jak na lekarstwo. To rodziło kolejne prawdopodobieństwo, że pierworodny syn mógł pochodzić z takiego związku. I teraz, skoro ktoś taki wziął za żonę pierwszą lepszą niewolnicę zdobytą na wojnie, zachodziło wysokie prawdopodobieństwo, że taka kobieta wkrótce mu się znudzi. Dlatego kolejny przepis Tory mówi o tym, że jeżeli pierwszy syn jest z żony nielubianej, to nie wolno mu odjąć podwójnego działu przysługującego pierworodnym na rzecz syna z żony umiłowanej.

Zaraz po tym przepisie znajduje się paragraf dotyczący zdemoralizowanych wyrostków. Rzecz ciekawa, że usytuowanie tej normy również może nie być przypadkowe. Otóż, np. jak wiadomo z przykładu Judy syna Jakuba-Izraela, jego pierwsze małżeństwo z Kananejką skutkowało niegodziwym potomstwem. Dwóch z trzech synów było na tyle złych, że skłoniło to Jehowę to osobistej interwencji w wyniku której tych dwóch wymarło bezpotomnie. Jaki był ten trzeci, tego nie wiemy, ale zapewne także nie był wzorem pobożności, skoro obietnica mesjańska powędrowała do Pereca i jego potomstwa - a więc potomków Judy z Tamar, najpewniej członkini czeladzi Izaaka i Jakuba - a więc osoby zapewne wierzącej w Jehowę, gdyż wszyscy niewolnicy u tych patriarchów musieli być obrzezani i nikomu w obozie nie wolno było trzymać obcych bogów w namiotach - co było równoznaczne z konwersją. Dlaczego akurat przytoczyłem ten przykład? Bowiem część cech osobowości dziedziczy się po rodzicach - jeżeli branka była pogańskiego pochodzenia, to wiadomo, że jej nawrócenie było czysto formalne. Poza tym, brana była z przypadku, bez bliższej analizy psychologiczno-osobowościowej, a więc zrodzone potomstwo mogło pozostawiać wiele do życzenia. Poza tym, dodatkowym czynnikiem negatywnie wpływającym na zachowanie latorośli pochodzącej od przypadkowej branki, mogło być odtrącenie matki przez ojca w późniejszym czasie, która w następstwie mogła wpajać dziecku różne nienawistne teorie wypływające z wewnętrznej frustracji. Wszystko to zwiększało prawdopodobieństwo, że syn będzie buntowniczy i zły. Tylko jaki to ma związek z całą resztą? Pozornie nie ma, ale jak widzimy, chociaż Jahwe nie zabrania brania branek za żony (no bo niby czemu miałby) to jednak przestrzega przed negatywnymi skutkami jakie mogą - choć nie muszą - nastąpić. Rzec nawet można, że Pan Bóg rzuca tu kłody pod nogi. Mówi w tych przepisach niejako tak:

"Jak już pojedziesz na wojnę i zachce ci się wziąć do haremu jakąś brankę, bo albo dasz się jej bezmyślnie omamić, albo sam ją wybierzesz kierowany własnymi zachciankami (a więc oba przypadki będą bardzo nieracjonalne) to po pierwsze, nie wolno ci jej brać (gwałtem) na miejscu, tylko musisz czekać aż zakończy się wyprawa wojenna. Potem musisz ją zawieść tam gdzie mieszkasz, zapewnić jej dach nad głową, a następnie dać jej miesiąc na opłakiwanie swoich rodziców. Żeby nie było ci tak słodko, twoja Miss Branek musi się oszpecić: ogolić głowę na łyso, ubrać się w pokutne łachmany, pozbyć się "tipsów", nie myć się przez miesiąc, obsypywać się całymi dniami piachem i/lub popiołem z paleniska, pościć, skutkiem czego ci wychudnie, a do tego będzie ryczeć, krzyczeć i wyć z rozpaczy przez cały ten czas. Jak się napatrzysz przez te trzydzieści dni na taki żałosny widok, to przysługuje ci prawo dokonania wyboru: albo musisz się z nią żenić, tak jak zamierzałeś, albo musisz puścić ją wolno dokądkolwiek zechce. Niestety, jak ci się żeniaczka odwidzi, to nie wolno ci jej sprzedać - a więc nici z potencjalnego zysku. Musisz dać jej wolność w ramach zadośćuczynienia za złamaną obietnicę małżeńską oraz za hańbiący stan w jakim się znalazła - nie tylko dlatego, iż stała się narzeczoną wroga, ale do tego jeszcze musiała hańbiąco ogolić głowę. Jeżeli jednak tak bardzo ci się podoba, że nie przeszkadza ci jej szkaradny widok w najgorszym stanie w jakim może się znaleźć, (a więc w domyśle być może nawet ją kochasz) to wówczas pamiętaj, że to jest twoja pełnoprawna żona. Jak ci się potem odwidzi, lub nawet ją znienawidzisz, bo okaże się być nie taką jak sobie wyobrażałeś (a przecież powinieneś wiedzieć że to poganka i nie wiadomo było jakie jest z niej ziółko), albo po prostu minie ci zauroczenie, no to sorry - musisz męczyć się z nią dalej, a synowi, który jest pierworodny, a który jest akurat jej dzieckiem, masz dać podwójny dział wraz z prawami pierworodnego - i nie wolno ci się wymigiwać tym, że to była branka wojenna, albo, że jej już nie lubisz. Jakby tego było mało, to zanim ją weźmiesz za żonę, musisz wiedzieć, że w zasadzie bierzesz kota w worku. Gdy ona potem urodzi ci syna, może on odziedziczyć złe cechy po pogańskiej matce. Może być też tak, iż odrzuciwszy ją w przyszłości, spowodujesz, że ona skrzywi twojego syna swym zrzędzeniem rujnując mu psychikę obarczawszy go swymi wewnętrznymi frustracjami. Gdy tak się stanie, twój syn będzie w wyniku tego krnąbrny, stając się w końcu nicponiem. Wiedz zatem, że takiego wyrodnego syna musisz upominać i karcić; a jeżeli nie uda ci się go okiełznać i mimo twych wysiłków nie będzie się ciebie słuchał, ani nie zmieni swego postępowania, to masz go przyprowadzić do sędziów, którzy będą go strofować pokazując mu alternatywę jaka go czeka w wypadku dalszego brnięcia w zło. Jeżeli nadal będzie uparty i nie posłucha nawet sędziów, ale wciąż będzie "pił, palił, ćpał, walał się po rowach, chędożył dziewki służebne , brzuchacił córki sąsiadów kradnąc na boku po nocach i za dnia" - to po raz kolejny przyprowadzisz go przed sędziów, osobiście prosząc o wydanie na niego wyroku śmierci. W wyniku tego będziesz patrzył, jak twoi właśni sąsiedzi kamienują go kamieniami aż umrze. Chciałeś, to masz. Dlatego uprzedzam cię: zanim wyżenisz się na kobiecie z łapanki, dziesięć razy się zastanów, zanim to zrobisz, bo konsekwencje mogą być dla ciebie bardzo nieprzyjemne - chociaż oczywiście nie muszą nastąpić".

Czy nie nabiera to wszystko teraz głębszego sensu?

Ktoś jednak może się upierać, że już samo zawarcie małżeństwa (!) jest gwałtem, bowiem branki nikt o zdanie nie pytał. Otóż prawda jest taka, że w większości historii ludzkości nikt nupturientów o zgodę nie pytał, dotyczyło to zarówno kobiet jak i mężczyzn. Nawet Adama w Edenie nikt o zgodę nie pytał, tylko dostał Ewę za żonę z przydziału i tyle. Jeszcze nie tak dawno temu w Polsce, wiele jeśli nie większość małżeństw była swatana. Jeden miał morgę ziemi, drugi miał dwie morgi - i żenili sąsiedzi syna z córką i morgę z hektarem, bo się opłacało. O rodzinach królewskich tym bardziej nie ma co wspominać bo to oczywistość. Ciekawe tylko kto kogo gwałcił w takich układach: mąż żonę, żona męża, czy też to, które mniej było niechętne małżeństwu. Jak widać z tego przykładu, głupota neoateistów i przemodernizowanych pseudochrześcijan jest wielka - bo do tego prowadzi ich bezmyślna paralogika.

W wielu kulturach istniał/istnieje obyczaj porywania żon. Czasem jest to już tylko rytuał, czasem nie. Nieraz odbywa się to za zgodą rodziców panny porywanej, a czasem nie. Nadal praktykują to w pewnej skali Cyganie, gdzie nawet porwanie bez zgody czyjejkolwiek jest traktowane jak zawarcie małżeństwa. Z tego powodu córki są pilnowane aby nikt ich nie porwał. Podobne zwyczaje panują wśród ludów tureckich Azji Środkowej, a niegdyś były znane nawet w Japonii czy też w starożytnej Sparcie. W języku polskim być może także pozostał pewien ślad po takich zwyczajach. Żonę się wszak pojmuje - tak samo jak pojmuje się jeńców wojennych - lub bierze. Dawna (obecnie odrzucana) etymologia słowa 'żona' (czyli pierwotnie tekże kobieta) wywodzona była od żęcia, żonięcia - czyli porywania, brania, zbierania, zaganiania; stąd żeńcy - żniwiarze - zbieracze. Co kraj to obyczaj - i jak widać, ten obyczaj był kiedyś normą. Młode dziewczęta europejskie do tej pory zaczytują się w powieściach o porywaczu (z tytułem księcia) na białym koniu (teraz to pewnie kidnaper w białej limuzynie), który przyjedzie i porwie je w siną dal. Czyżby też marzyły o gwałcie? Jakoś nie wydaje mi się.

W czasach gdy żyli pierwsi Izraelici, kobiety z wyrżniętego miasta i tak nie miały innego wyjścia, niż znaleźć sobie męża wśród zwycięzców. W przeciwnym razie, o ile nie zostałyby sprzedane w niewolę, były skazane na samotną wegetację. Nie było w owych czasach domów samotnych matek, agencyj matrymonialnych, przytułków dla bezdomnych, internetowych portali randkowych, ani cotygodniowych wypraw singli do dyskotek w celach wiadomych.

Ale, jak ktoś chce się przyczepić do Biblii, to wiadomo, że i tak to zrobi…

Trzeba też przypomnieć, że w wyniku zdobycia miasta status takiej kobiety wziętej do niewoli - jak sama nazwa wskazuje - zjeżdżał do poziomu niewolnicy. W przeciwieństwie jednak do niewolnicy, taka kobieta poślubiwszy zgodnie z Torą mojżeszową Izraelitę, znowu uzyskiwała status podobny do kobiety wolnej. Jeśli ściśle trzymać się tekstu tego fragmentu, to branka nie stawała się nałożnicą, a żoną. Owszem, Biblia nazywa nałożnice także żonami, jednak w tym fragmencie nic nie wskazuje na to, aby o taki ułomny rodzaj żon chodziło. Tym samym zyskiwała status wyższy nawet od Hebrajek będących w niewoli. Jak dowiadujemy się z Księgi Wyjścia 21:8, Izraelitka sprzedana przez ojca do niewoli, mogła co najwyżej stać się nałożnicą swego właściciela. W sprawie niechcianych już branek występuje także pewne podobieństwo w wersecie 11, gdzie zaniedbywana nałożnica ma prawo odejść wolno bez wykupu, a w ósmym - są pewne ograniczenia co do sprzedaży. Zatem widać wyraźnie, że status branek, był podobny, jak nie lepszy, niż rdzennych Hebrajek...

Nie należy mniemać, że los niewolnic branych za konkubiny w pogańskich kulturach (czy też później w państwach muzułmańskich) był czymś strasznym. Wręcz przeciwnie, mogli sobie na to pozwolić tylko nieliczni, bogaci, którzy musieli zapewnić takiej nałożnicy godziwe utrzymanie. Np. kobiety brane do haremów muzułmańskich wiodły na ogół dostatnie życie, w większości widząc swego "oprawcę" tylko z daleka. Biblijny przykład króla Salomona jest tu na miejscu - tysiąc kobiet jakie posiadał w swoim pałacu prawdopodobnie nie widziało go więcej niż raz w życiu. Taki posiadacz haremu na ogół zadowalał się kilkoma ulubionymi żonami czy nałożnicami. Reszta była tylko dla picu, aby pokazać splendor i majestat posiadacza haremu. Takie kobiety - w zależności od okresu historycznego - wydawano później za mąż za znacznych i ustawionych ludzi. Harem niekiedy pełnił też funkcje szkoły więc nałożnice które wychodziły z niego były wychowane na wzorowe żony znające etykietę i kulturę wyższą. Scenariusze snute przez czarnowidzów niestety tu nie działają. Problemy, jeżeli takie istniały, najczęściej stwarzały sobie same niewolnice, kłócąc się ze sobą i intrygując jedna przeciw drugiej.

W Biblii mamy przykład Estery, która jakoś nie rozpaczała z tego powodu, że ją porwano do pałacu, ani nigdzie nie znajdziemy wzmianki, jakoby to był jakiś gwałt. Wręcz przeciwnie, została żoną, a potem królową. Jednak twórcy problemów, powinni i tutaj interweniować, robiąc raban, z powodu wielkiej krzywdy jaka stała się tej biblijnej postaci.

No i to chyba będzie tyle na temat tego jednego kontrowersyjnego fragmentu.
Tych, którzy chcą znaleźć dziurę w całym i tak się nie przekona.



Ceterum censeo Meccam delendam esse.
- Rethel,

Mówi jak napisano!
5 kwietnia 2015.